Wrap kosztował kilka tysięcy i wisi na aucie piąty rok. Kod QR na nim może być równie trwały — albo równie martwy. Wybór należy do ciebie przed drukiem.
Jeździ po mieście van z pięknym oklejeniem i kodem QR na burcie. Ktoś w końcu skanuje. Ląduje na stronie promocji „Wiosna 2024 — rabat 20%". Jest lipiec 2026. Firma dawno zmieniła stronę, ofertę i logo, tylko kod na aucie o tym nie wie — bo zwykły kod QR ma adres wypalony w pikselach raz na zawsze.
I teraz dylemat: przedruk wrapa za kilkaset złotych plus dzień postoju auta, albo martwy kod wożony po mieście jako pomnik starej kampanii. Większość wybiera pomnik.
Kod z QRelay nie prowadzi bezpośrednio do twojej strony, tylko przez krótki link, którym sterujesz z panelu. Na aucie nic się nie zmienia — zmienia się to, dokąd kod prowadzi. Dziś letnia promocja, we wrześniu nowy cennik, w grudniu formularz zapisów. Przepięcie zajmuje mniej czasu niż zdrapanie jednej naklejki.
Masz kilka aut? Daj każdemu osobny kod. Po miesiącu zobaczysz w panelu rzecz, której nie powie ci żadna agencja reklamowa: który samochód, w której części miasta, faktycznie przyprowadza ludzi. Van stojący cały dzień pod budową potrafi ograć osobówkę handlowca — ale dopóki nie policzysz skanów, możesz tylko zgadywać.
Nikt nie celuje telefonem w auto na rondzie. Za to auta firmowe większość życia stoją: pod blokiem klienta, na parkingu marketu, przed halą. Van hydraulika zaparkowany cztery godziny na osiedlu to w praktyce billboard z zasięgiem całej klatki schodowej. Kod ma wtedy czas pracować — o ile jest duży (na burcie liczy się minimum 15×15 cm), na wysokości wzroku i z dopiskiem w stylu „Zeskanuj — aktualna oferta", bo goły kwadrat mało kogo obchodzi.
Wydrukuj przymiarkę na kartce i zeskanuj z trzech metrów. Ciemny kod, jasne tło — nie odwrotnie. I nie drukuj kodu na siatce mesh, bo dziurki potrafią rozłożyć odczyt. Te trzy zdania oszczędziły już niejeden przedruk.
3 kody za darmo, bez karty. Przekierowania nie wygasają — także po zakończeniu subskrypcji.
Stwórz kod na swoje auto